Polska prowadzi "wojnę" przeciwko europejskiej przyszłości Ukrainy. Warszawa musi zdać sobie z tego sprawę

Sunday, 7 January 2024 — Redakcja
AFP/East News

Ten artykuł jest artykułem redakcyjnym. Oznacza to, że pod publikowanym tekstem podpisała się cała redakcja i ma on poparcie wszystkich jej dziennikarzy.

"Jewropejska Prawda" używa tego formatu tylko w wyjątkowych okolicznościach.

*****

Prawie rok temu stosunki Ukrainy z Polską, które uległy wcześniejszej poprawie, nagle poszybowały w przepaść.

"Blokada zbożowa" nałożona w kwietniu 2023 r., zupełnie nieoczekiwanie dla Kijowa, wywołała efekt domina w innych krajach Europy Wschodniej.

Potem nastąpiła seria kryzysów dyplomatycznych z wzajemnymi oskarżeniami, wezwaniami ambasadorów itp. Strony obwiniały się nawzajem, ale niezaprzeczalną konsekwencją tych wydarzeń, była utrata zaufania między Kijowem a Warszawą, tj. partią Prawo i Sprawiedliwość (PiS), która rządziła wówczas Polską.

Dwa miesiące temu, 6 listopada, wydarzyło się coś, co sprawiło, że historia stała się całkowicie czarno-biała. Grupa polskich kierowców, za cichym przyzwoleniem polskich władz, zablokowała ruch towarowy przez granicę z Ukrainą.

W stosunkach międzynarodowych takie działania mają jasną nazwę.

To jest wojna handlowa Polski z Ukrainą.

Warszawa doskonale zdawała sobie z tego sprawę i unikała merytorycznej dyskusji, odpowiadając cynicznymi oskarżeniami o "niewdzięczność" Ukraińców.

Nie ma znaczenia, że blokada została zainicjowana przez "niezależnych" graczy – działaczy radykalnej partii Konfederacja (która jest najbardziej znana na Ukrainie ze swojej antyukraińskiej retoryki, powiązań z Rosją i gotowości PiS do utworzenia z nią koalicji). Najważniejsze jest to, że ówczesny polski rząd nie zrobił ani jednego kroku, aby odblokować granicę.

Jednak do zmiany polskiego rządu po przegranych przez PiS wyborach pozostał tylko miesiąc.

Z tego powodu rząd nie chciał rozwiązywać żadnych problemów (starając się skomplikować sprawę aby była ona problemem dla następców), natomiast władze ukraińskie zrozumiały potrzebę przeczekania tej sytuacji, licząc dni do dymisji Mateusza Morawieckiego (który rok temu był uważany za partnera, a nawet przyjaciela) i czekając na powołanie rządu Donalda Tuska.

Rzeczywiście, nawet sceptycy pokładali w Tusku nadzieję.

Europejczyk, zwolennik liberalnej polityki, były lider Europejskiej Partii Ludowej i przewodniczący Rady Europejskiej. Polityk, który pięć lat temu wygłosił w języku ukraińskim przemówienie w Radzie Najwyżej na temat szlaku drogowego wstąpienia Ukrainy do UE.

Należy jednak podkreślić, że Kijów był realistyczny w swoich oczekiwaniach.

W szczególności nikt nie spodziewał się szybkiej decyzji o zakazie importu produktów rolnych do Polski. Wydawało się jednak, że horror na granicy musi się natychmiast skończyć. Powołaniu rządu Tuska 11 grudnia towarzyszyły również głośne deklaracje z Warszawy o wsparciu dla Ukrainy, zamiarze wizyty Tuska w Kijowie itp., dodające nadziei.

Od tego czasu minęły prawie cztery tygodnie.

Można powiedzieć, że nawet ostrożne oczekiwania nie zostały spełnione.

Wojna handlowa na pełną skalę przeciwko Ukrainie nie tylko trwa. Sytuacja uległa nawet pogorszeniu.

Przykładowo, nowy minister rolnictwa Czesław Siekierski stwierdził niedawno, że embargo na import ukraińskich produktów będzie obowiązywać bezterminowo.

Jest jasne, że jest to część polskiej polityki wewnętrznej. Oczywiste jest, że Tusk stara się zyskać poparcie rolników przed kwietniowymi wyborami samorządowymi. Ale nawet po nich nic się nie zmieni. W czerwcu odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, a następnie kraj będzie przygotowaywał się do wyborów prezydenckich w 2025 roku.

Sytuacja na granicy jest również katastrofalna.

Rząd Tuska odrzucił proponowaną decyzję o zakazie blokowania dróg dojazdowych do granicy z Ukrainą (przynajmniej na czas wojny z Rosją) i zamiast tego zdecydował się na negocjacje z przewoźnikami blokującymi granicę i ułatwienie im dialogu z władzami ukraińskimi.

Negocjacje te mogłyby w zasadzie zakończyć się sukcesem, nawet jeśli początkowe żądania blokujących były dla Kijowa, nie do przyjęcia.

Problem polega jednak na tym, że takie podejście uczyniło z ukraińskiej granicy wygodny cel. Często nie chodzi tu o świadomych agentów Kremla (choć tych w Konfederacji nie brakuje), ale o "pożytecznych idiotów", którzy niszczą stosunki Ukrainy z Polską, nie zdając sobie nawet sprawy, komu pomagają swoimi działaniami (sformułowanie doprecyzowane po publikacji w celu uniknięcia błędnej interpretacji).

Dla przykładu, obecnie nie tylko "konfederaci", ale także polscy rolnicy blokują ukraińską granicę, wysuwając żądania, które nie mają nic wspólnego z Ukrainą. I wygląda na to, że Tusk przygotowuje się do spełnienia tych postulatów.

Blokowanie granicy z Ukrainą stało się niezawodnym mechanizmem nacisku na rząd Tuska, więc nie będzie zaskoczeniem, jeśli po rolnikach inni polscy gracze, grupy zawodowe skorzystają z podobnych narzędzi.

Dla nas jednak, rezulat pozostanie niezmienny.

Granica jest zablokowana. Handel z Ukrainą staje się problematyczny dla europejskich firm. Ukraińscy eksporterzy, którzy wbrew wszystkiemu nadal prowadzą swą działalność i napełniają budżet, aby Ukraina mogła kontynuować wojnę z agresorem. Przy czym, niekiedy nie dotrzymują terminów i tracą kontrakty. Mówimy o miliardach dolarów strat dla ukraińskiej gospodarki.

Blokada stwarza również dodatkowe problemy dla ukraińskich sił zbrojnych – pomimo obietnic, że blokada nie będzie utrudniać dostaw wojskowych i humanitarnych, rzeczywistość jest inna. Blokada już utrudniła wolontariuszom dostarczanie bezzałogowych statków powietrznych i innej pomocy dla linii frontu. Protestujący zablokowali nawet przewóz łodzi patrolowej, przeznaczonej dla wojska, przesyłanej w ramach amerykańskiego programu pomocowego. Istnieją również problemy z dostawami paliwa.

Nie należy zapominać o śmierci ukraińskich kierowców w kolejce do zablokowanej granicy.

Aż trudno uwierzyć, że znacznie mniej przyjazne nam Węgry zachowały się w tej sprawie rozsądniej, bo tam protesty przewoźników przy granicy, odbywają się bez blokowania dróg.

Z kolei na Słowacji, gdzie wpływ Kremla jest najsilniejszy, lokalni przewoźnicy kilkakrotnie blokowali granicę z Ukrainą. Mówią: "Jeśli Polska, która jest przyjazna Ukrainie, może to zrobić, to w czym problem?".

Wszystkie te problemy są coraz bardziej zaostrzane przez odmowę Donalda Tuska wzięcia odpowiedzialności politycznej i zakończenia wojny handlowej z Ukrainą, która, choć rozpoczęła się za czasów poprzedniego rządu, teraz leży w jego kompetencjach.

Jednak istnieje ważniejsza konsekwencja wojny handlowej Polski z Ukrainą, z której Warszawa, wydaje się nie zdaje sobie sprawy.

Tydzień po tygodniu Polska zabija europejską przyszłość Ukrainy.

Kontynuacja blokady, nawet po zmianie polskiego rządu, została odebrana przez wielu Ukraińców jako sygnał, że Polska, wbrew oficjalnej retoryce, nie zezwoli na członkostwo Ukrainy w UE.

Nasza akcesja do Unii Europejskiej - we wszystkich możliwych wariantach i konfiguracjach - powinna oznaczać wzajemne otwarcie wszystkich rynków, łącznie z rynkiem rolnym.

Zamiast tego Polacy swoimi działaniami udowadniają, że są gotowi zrobić wszystko aby naruszyć umowę stowarzyszeniową, swoje zobowiązania wobec Ukrainy i Brukseli, podstawowe normy UE, a nawet rozpocząć i podsycać konflikt handlowy w celu zapobieżenia integracji gospodarczej Ukrainy z UE. Polska chce uniemożliwić Ukrainie pojawienie się na gospodarczej mapie Europy a tym samym uniemożliwić przystąpienie Ukrainy do UE.

I nie chodzi tu tylko o PiS, Konfederację czy rząd Tuska.

Brak oburzenia z powodu blokady Ukrainy na pierwszych stronach polskich mediów i ze strony liderów opinii w Polsce tylko wzmacnia to wrażenie i rodzi wiele pytań w ukraińskim społeczeństwie.

Nawiasem mówiąc, słyszeliśmy już żart lotników, że polscy piloci zablokują działanie lotniska we Lwowie na drugi tydzień po jego otwarciu, ponieważ LOT nie chce stracić dodatkowych zysków z ukraińskiego tranzytowego ruchu pasażerskiego przez polskie lotniska. Jest to przykład tego, jak przewidywalnie toksyczny front handlowej wojny z Ukrainą wpływa na postawy Ukraińców wobec Polski i Polaków wobec Ukraińców. Z tygodnia na tydzień niszczone jest to, co udało się osiągnąć od 2022 roku, kiedy Polska zrobiła wiele dla Ukrainy.

Obecnie jednak sama poddaje w wątpliwość, czy zostało to zrobione bezinteresownie.

Z tego powodu, blokada stała się globalnym wyzwaniem dla relacji między naszymi krajami i naszymi społeczeństwami.

Na Ukrainie już słychać nawoływania do bojkotu towarów z Polski.

Przyjmując, że przynajmniej kwestia blokady granicy nie zostanie rozwiązana jak najszybciej, to konsekwencje mogą być katastrofalne. Zarówno dla stosunków międzypaństwowych, dla zaufania między społeczeństwami, jak i dla zachowania kursu Ukrainy na integrację europejską.

To nie jest przesada. Nie ma łatwiejszego sposobu na zabicie zaufania Ukraińców do naszej akcesji do UE, niż sytuacja, w której nawet "przyjazny" Ukrainie rząd w Warszawie swoimi działaniami udowodnia, że będzie blokował naszą akcesję do europejskiej gospodarki i europejskiej rodziny.

Rozczarowanie i zniszczenie przyjaznych stosunków jest problemem dla obu krajów.

Agresja Rosji dała Ukrainie i Polsce szansę na historyczne porozumienie. Wsparcie wojskowe udzielone przez Warszawę doprowadziło do rekordowo wysokiej sympatii na Ukrainie dla jej zachodniego sąsiada.

Niszczenie tego jest co najmniej nierozsądne.

Odblokowanie granicy wyraźnie leży też w interesie Polski. Warszawa jest do tego aktywnie zachęcana przez Komisję Europejską, co leży w interesie większości polskich firm zainteresowanych współpracą gospodarczą z Ukrainą.

"Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy" to cytat przypisywany Józefowi Piłsudskiemu, który od dawna jest mottem wielu polityków zasiadających obecnie w polskim rządzie.

Pięć lat temu Donald Tusk, przemawiając w Radzie Najwyższej, otrzymał owację na stojąco, gdy powiedział, "nie ma Europy bez Ukrainy".

Czas udowodnić, że wszystkie te słowa były szczere. Warszawie brakuje do tego jedynie woli politycznej.

Redakcja "Europejskiej Prawdy"

 
If you notice an error, select the required text and press Ctrl + Enter to report it to the editors.